7 Obserwatorzy
31 Obserwuję
faceofbook

Face of Book

Lubię książki jak koń owies.

Krótka recenzja

Firefight - Brandon Sanderson

Zauważyłem, że im lepsza książka, im więcej przyjemności z czytania mi daje, tym mniej mam o niej do napisania. Bo ta książka zawiera właściwie wszystko, czego oczekuję od tzw. "młodzieżówek". No i czyta się ją wyśmienicie. To tyle.

 

Ech, może jednak parę zdań dam radę z siebie wydusić.

 

Wiadomo, czytając drugi tom oczekuje się ciągłości klimatu z pierwszej części. To na tym właśnie wykłada się wielu pisarzy, serwując nam albo zupełnie inną atmosferę, albo odgrzewane kotlety. "Firefight" jednak nie zawodzi w tej kwestii – i to pomimo że akcja przeniesiona jest do zupełnie innego miasta, którym rządzi zupełnie inny Epik, a udział w akcji bierze tylko część ekipy z poprzedniej części, ustępując miejsca kilku nowym bohaterom.

 

Wszystko tu gra, serio, od niezwykle plastycznie przedstawionego świata po satysfakcjonujące rozwiązania pojawiających się tajemnic. A może po prostu uodporniłem się już na słabsze strony warsztatu Brandona Sandersona? Nie wiem. Nie obchodzi mnie to. Liczy się tylko radość z czytania.

 

Pierwszy raz od długiego czasu poczułem, że najchętniej sięgnąłbym od razu po kontynuację. Niestety, póki co cena troszkę odstrasza (książka na razie dostępna jest tylko w oryginalnym języku, w dodatku jest dość świeża i – stety niestety – popularna, a zatem droga). Poczekam więc trochę, drżąc z niecierpliwości.

Stop fantastyki z industrializmem

The Alloy of Law - Brandon Sanderson

Zapowiada się na to, że bieżący rok będzie u mnie sponsorowany przez pana Sandersona. „Siewca wojny” za mną, „Firefight” czeka następny w kolejce, a teraz „The Alloy of Law”, czyli w polskim tłumaczeniu „Stop prawa”.

 

Spodziewałem się po tej książce raczej miałkiej lektury. Sam autor twierdzi, że napisał ją dla złapania oddechu po wyczerpującej pracy nad kolejnymi tomiszczami Koła Czasu i Burzowego Światła. Nie oczekiwałem więc skomplikowanej fabuły i zaskakujących zwrotów akcji, a raczej humoru i zabawy konwencją. A co zastałem?

 

Cóż, jeśli Sanderson potrafi tworzyć na poczekaniu takie historie, to pozostaje mi tylko pokłonić się z respektem. Dla mnie osobiście była to, zaskakująco, jedna z najlepiej „czytających się” książek tego autora. Mam takie wrażenie, że jego styl nawet bardziej pasuje do historii rozgrywających się w realiach bliższych współczesności niż te odpowiadające naszemu średniowieczu. Tu akcja dzieje się w okresie rewolucji przemysłowej, z jednej strony wciąż istnieją duże, arystokratyczne rody, z drugiej tworzą się nowe robotnicze klasy społeczne – a co za tym idzie, nowe potencjalne konflikty.

 

Jednocześnie pamiętajmy, że to wszystko rozgrywa się w świecie, który znamy z trylogii „Z Mgły Zrodzonego”, co prawda nie ma już potężnych Zrodzonych z Mgły, ale ciągle istnieją allomanci, którzy w dodatku, gdzie się nie obejrzą, tam mają metalu w bród. Fajny punkt wyjścia do nowej, świeżej historii. Ale to faktycznie dopiero punkt wyjścia, bo zaraz okazuje się, że przez te kilkaset lat ludzie nie próżnowali i odkryli efekty działiiania nowych metali, między innymi czegoś w rodzaju „bańki czasowej”, wewnątrz której czas płynie wielokrotnie wolniej niż w rzeczywistości. Dodajcie do tego metalową broń palną z metalowymi nabojami i już pewnie widzicie ogrom możliwości, jakie stają przed ludźmi umiejącymi te metale przyciągać lub odpychać...

 

Nie chcę się rozpisywać na temat fabuły, ale jedno, co mogę powiedzieć, to że na pewno nie sprawia wrażenia tworzonej na kolanie. Czuć fantazję, czuć płynność akcji, czuć wreszcie radość tworzenia. W dodatku zakończenie sugeruje, że w następnych tomach może być jeszcze ciekawiej. Czego Wam i sobie życzę.

Sprawa Harrisa

Oficer i szpieg - Robert Harris

Po czym poznać dobrego pisarza? Być może po tym, że niespecjalnie porywający cię temat potrafi zamienić w powieść, od której nie możesz się oderwać. Posługując się taką definicją, nie mogę uznać inaczej, niż że Robert Harris pisarzem świetnym jest.

 

Moje spotkania z Harrisem zawsze wyglądają tak samo. I to już od pierwszej z nim styczności, gdy gdzieś z 20 lat temu kolega pożyczył mi "Enigmę". Zaczynam czytać: "No, ciekawe, ciekawe, w sumie nic nadzwyczajnego, ale jakoś gładko idzie, więc czytam dalej". Czytam dalej: "No niby nic oryginalnego, ale... dlaczego nie mogę się od tego oderwać?!" I tak pochłaniam książkę aż do końca.

 

Sięgając po "Cycero", mówiłem sobie: "No nie, tym razem to już nawet niespecjalnie interesujący mnie temat. Ale to Harris, dam mu szansę". No i nie zawiodłem się.

 

W końcu przyszła i pora na "Oficera i szpiega". Myślę sobie: "No nie, starożytny Rzym stanowił chociaż ciekawą scenerię. A tu co? Sprawa Dreyfusa? Chyba dam sobie spokój tym razem". Cóż, jak to dobrze, że jednak się złamałem:)

 

Sprawa Dreyfusa, głośna w swoich czasach afera szpiegowska, w której skazano za szpiegostwo niewłaściwego człowieka, zgrabnie pokazuje, jak łatwo wykorzystać społeczne lęki i uprzedzenia, żeby osiągać swój cel. Tutaj celem było utrzymanie się przy władzy ludzi, którzy przez splot politykierstwa z niekompetencją doprowadzili do błędnego wyroku, a potem robili wszystko, by zapobiec ujawnieniu swej pomyłki. Tak, bo właściwie bardziej o następstwach tego procesu opowiada książka, niż o nim samym.

 

Jednak najciekawsze nawet obserwacje społeczne nic by tu nie dały, gdyby podane były jako ciężkostrawne dane historyczne. Tymczasem... ta powieść po prostu wciąga! Historię śledzimy oczami porucznika Picquarta, świeżo mianowanego szefa tajnej sekcji francuskiego wywiadu, który, próbując dojść prawdy, szybko znajduje się na polu minowym. Kibicujemy mu, patrzymy, jak stopniowo pochłania go ta sprawa, by w końcu stać się wręcz osią jego życia. I mimo, że wiemy – lub łatwo możemy sprawdzić – jak skończy się ta historia, to na brak napięcia narzekać nie możemy.

 

Następną powieść Harrisa biorę w ciemno – nawet jeśli to będzie traktat o pieleniu grządek. Obiecuję, z ręką na sercu.

Symbolologia i demagogia

Inferno - Dan Brown

Czytaliście już jakąś powieść Dana Browna?

 

Jeśli nie, macie szansę zostać zaskoczeni szalonym tempem akcji, oryginalnym połączeniem historycznych postaci, miejsc i dzieł sztuki z problemami czasów współczesnych. Pewnie nawet zaskoczą was niespodziewane zwroty akcji.

 

Jeśli tak, cóż, to przecież wiecie, czego się spodziewać po autorze. Dostaniecie dokładnie to, co zawsze. I choć w przypadku „Zaginionego symbolu”, poprzedniej odsłony przygód Roberta Langdona, można to było uznać za zarzut, tym razem jest to po prostu stwierdzenie faktu.

 

Czego oczekujemy po takiej lekturze? A przynajmniej, czego ja oczekuję? Na pewno chcę być choć trochę zaskoczony. Ale z drugiej strony wymagam chociaż, żeby cały ten ciąg akcji konsekwetnie do czegoś prowadził. Dlatego „Zaginiony symbol" był w moim odczuciu porażką – tam standardowy rajd po zabytkach nie doprowadził mnie do kompletnie niczego. Tutaj zaś, w „Inferno”, otrzymałem satysfakcjonujące mnie rozwiązanie. Na dodatek pewne zwroty akcji rzeczywiście mnie zaskoczyły.

 

Swoją drogą, niemal wszystkie powieści Dana Browna mogą być wyraźnym przykładem zjawiska, które nazwałbym „demagogią literacką”. Autor tak umiejętnie splata ze sobą różne fakty, tak sprytnie pomija te, które nie pasują do jego teorii, z takim przekonaniem wykłada swoje argumenty, że pewnie łatwo znajduje swoich, ehem, „wyznawców”. Ale spokojnie. To tylko demagogia. W literaturze to akceptujemy. W prawdziwym życiu – nie.

Topór i skała, a potem długo, długo nic

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ - Południe - Robert M. Wegner

Opowiadania zawarte w tym zbiorze skupione są w dwóch częściach: „Północ” i „Południe”. I właściwie najchętniej oceniłbym te części oddzielnie. Militarne opowieści z Północy były bowiem dla mnie fenomenem, każda z nich posiadała swoją dramaturgię, poruszała proste emocje, a jednocześnie dodawała swą małą cegiełkę do budowy większej całości. Znajdziemy tu wszystkie zalety i wady żołnierskich historyjek – z jednej strony uproszczona psychologia, sprowadzająca się do niezłomnego honoru i męstwa, z drugiej dynamiczna akcja i świetnie opisane potyczki.

 

Po tym wszystkim przechodzimy do Południa, które dla mnie okazało się lekkim rozczarowaniem. Obserwujemy tu szereg wydarzeń, które sprawiły, że pewien młody wojownik stał się tym, kim się stał. I tu widzę właśnie problem – niektóre opowiadania z tej serii wydają się skonstruowane tylko po to, by przesunąć bohatera z jednego miejsca na drugie. Nie niosą już wartości same w sobie, tak jak to było z historiami z Północy. To chyba sprawiło, że trochę mi się dłużyły i summa summarum mocno pogorszyły mój odbiór całości.

 

Jedynie może ostatnie opowiadanie z południowej części nabrało wiatru w żagle. W tym jednak momencie nagromadzone pokłady zła, brutalności, okrucieństwa i fatalizmu przekroczyły poziom mojej tolerancji i nie pomogło nawet obiecujące na przyszłość zawiązanie akcji. Wszystko to po prostu przytłoczyło mnie w takim stopniu, że czytanie nie dawało już przyjemności – a po to w końcu czytam książki.

 

Pewnie sięgnę w końcu po następny tom. Ale na razie potrzebuję dłuuugiej przerwy.

Życia papranie

Uwikłanie - Zygmunt Miłoszewski

Miło przeczytać kryminał osadzony w poskich realiach. I to jeszcze taki, który wciąga zagadką i stylem pisania. Czyta się to szybko (tak, w moim przypadku 8 dni to szybko), nie ma zbędnego nudziarstwa – wbrew pozorom na przykład szczegóły dotyczące terapii ustawień są przedstawione dość zwięźle, dowiadujemy się dokładnie tyle ile potrzebujemy wiedzieć. Podoba mi się też naturalność relacji między postaciami.

 

Skoro jednak o postaciach mowa, muszę tu koniecznie wtrącić dygresję. Rzadko irytują mnie bohaterowie powieści. Ale Szacki działał mi na nerwy niemal od samego począku. Do kroćset, czy on naprawdę musi być taki popaprany?! Temu marudzie przeszkadza mnóstwo właściwie nieistotnych drobiazgów codziennego życia, które dopiero razem w jego głowie łączą się w jedną wielką kupę. Co gorsza, z każdą kolejną stroną dowiadujemy się, że jego przeświadczenie o swojej nieciekawej egzystencji nie ma właściwie pokrycia w rzeczywistości. No dobrze, może nie zarabia zbyt wiele, nie stać go na stołowanie się w warszawskich restauracjach, a pracy czasem zbyt wiele. Ale z żoną wbrew pozorom dogaduje się całkiem dobrze, relacja z córką też wygląda dobrze, a w pracy od czasu do czasu zdarzają się ciekawe sprawy, takie jak ta.

 

Wiem, że sporo jest takich ludzi na świecie. Wiem, ale nie rozumiem. Czy naprawdę nie zauważają tego, że sami są przyczyną własnego nieszczęścia? Że gdyby przestali tak podchodzić do świata, większość ich problemów samoczynnie by się rozwiązała? No, naprawdę, czy to jest aż takie trudne?

 

To rzekłszy, dodaję do listy książek oczekujących na przeczytanie kontynuację losów Szackiego – ciekawi mnie, jak bardzo jeszcze spaprze sobie życie.

Podsumowanie roku 2015 - część 2

Oto dalszy ciąg podsumowania książek, które towarzyszyły mi w 2015 roku. Zaczynamy od maja, czyli tam, gdzie zakończyłem pierwszą część podsumowania.

 

To ciekawe, przez pierwsze cztery miesiące przeczytałem tyle książek, ile przez pozostałe osiem. Czyli jeśli chodzi o sztuki, moja prędkość zmalała, stąd nie udało mi się zrealizować zaplanowanego celu 30 książek. No, ale w tej części roku zabrałem się za wiele naprawdę grubych lektur, o czym przekonacie się poniżej.

 

 

MAJ

 

Pierwszy śnieg - Jo Nesbø

Pierwszy śnieg, Jo Nesbo

Czytałem: 13 dni

Ocena: ★★★★★★★★★☆

Recenzja: Pierwszy dreszcz

 

Łohoho, właśnie takie książki przypominają mi, dlaczego uwielbiam czytać kryminały! To tu znalazłem właśnie to trudo opisywalne coś, czego brakowało mi i przy "Balu absolwentów", i przy "Chemii śmierci". Coś, co wywołuje burzę emocji.

 

 

CZERWIEC

 

Profesor, John Katzenbach

Czytałem: 27 dni

Ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆

Recenzja: Profesor nienadzwyczajny

 

No właśnie, wyobraźcie sobie teraz, że po świetnej lekturze trafiacie na książkę mierną, przeciętną i czasem ciągnąca się jak flaki z olejem. Teraz rozumiecie już, co czułem podczas czytania? Najsłabsza pozycja 2015 roku.

Profesor - John Katzenbach

 

 

Mówca umarłych - Orson Scott Card 

Mówca umarłych, Orson Scott Card

Czytałem: 12 dni

Ocena: ★★★★★★★★☆☆

Recenzja: Będzie, bo ja tak mówię

 

Po świetnej i - zdawałoby się - kompletnej "Grze Endera" nie wiedziałem, czego się spodziewać po tej powieści. Ale długo nie musiałem się martwić - "miała mnie" już po kilku stronach. Nie dajcie się zwieść mej recenzji. To naprawdę bardzo dobra książka.

 

 

LIPIEC

 

Syn, Jo Nesbo

Czytałem: 22 dni

Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

Recenzja: Wszyscy jesteśmy s...synami

 

Kolejny Nesbo'2015. W jego powieściach bez Harrego Hole, niebezpiecznie wzrasta, jak by tu go nazwać, współczynnik dziwaczności. Tu jednak zatrzymał się na rozsądnym poziomie, co zaowocowało całkiem przyjemną lekturą.

Syn - Jo Nesbø

 

 

Z mgły zrodzony - Brandon Sanderson,Aleksandra Jagiełowicz

Z mgły zrodzony, Brandon Sanderson

Czytałem: 13 dni

Ocena: ★★★★★★★★★☆

Recenzja: Trylogia wieków

 

Na lato przygotowałem sobie parę potencjalnych hiciorów. I to był hicior w stu procentach! 13 dni, jak na tak obszerną książkę, to dla mnie absolutny rekord prędkości czytania w 2015. Musiała więc być dobra.

 

 

SIERPIEŃ

 

Studnia wstąpienia, Brandon Sanderson

Czytałem: 16 dni

Ocena: ★★★★★★★★☆☆

Recenzja: Trylogia wieków

 

Nie czekałem więc i od razu zabrałem się za kontunuację. Ocena odrobinę niższa, gdyż - wiadomo - środkowa część ma swoje prawa, poza tym człowiek już się trochę oswoił ze światem, którego odkrywanie w pierwszej części było niesamowitym przeżyciem. Ale ogólnie - wciąż znakomita rozrywka!

Studnia wstąpienia - Brandon Sanderson,Anna Studniarek

 

 

WRZESIEŃ

 

Jedwabnik - Robert Galbraith,Anna Gralak 

Jedwabnik, Robert Galbraith

Czytałem: 30 dni

Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

Recenzja: Raczej zwykły kapuśniaczek

 

Chwila wytchnienia od fantastyki na kolejny pewniak lata... a tu lekkie rozczarowanie, niestety. Chociaż może przesadzam, bo 7/10 to chyba niemało, ale po "Wołaniu Kukułki" tu oczekiwałem jednak czegoś jeszcze lepszego.

 

 

Bohater wieków, Brandon Sanderson

Czytałem: 18 dni

Ocena: ★★★★★★★★★☆

Recenzja: Trylogia wieków

 

Spektakularne ukoronowanie trylogii i najpiękniejsze zakończenie z wszystkich książek 2015 roku. Rajusiu, jak ja lubię dobre zakończenia!

Studnia wstąpienia - Brandon Sanderson,Anna Studniarek

 

 

PAŹDZIERNIK

 

Timebound - Rysa Walker

Timebound, Rysa Walker

Czytałem: 29 dni

Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

Recenzja: Time walker

 

Początek kolejnej młodzieżowej trylogii, zręcznie napisane, dobrze się czyta, no i ciekawy pomysł na podróże w czasie. Czytane po angielsku, żeby połączyć przyjemne z pożytecznym:)

 

 

LISTOPAD

 

Pielgrzym, Terry Hayes

Czytałem: 27 dni

Ocena: ★★★★★★★★★☆

Recenzja: Ludzie, oszalałem!

 

Drugie pozytywne zaskoczenie w tym roku! Wciągający klimat, hollywoodzka konwencja. Choćbyście się nie wiem jak śmiali z "amerykańskich głupot", na końcu i tak będziecie kibicować głównemu bohaterowi.

Pielgrzym - Terry Hayes

 

 

GRUDZIEŃ

 

Time's Edge (The Chronos Files Book 2) - Rysa Walker

Time's Edge, Rysa Walker

Czytałem: 26 dni

Ocena: ★★★★★★★★☆☆

Recenzja: Time walker

 

Drugi tom "czasoumilacza" Rysy Walker jest chyba nawet lepszy niż pierwszy. Bardziej daje odczuć brutalną prawdę czasów, w których lądują bohaterowie, czy to początek, czy środek XX wieku. No i ta ciekawość, co będzie dalej...

 

 

Echo w płomieniach, Lee Child

Czytałem: 11 dni

Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

Recenzja: Reacher + Texas = płomienie

 

Dość nieświadomie rok 2015 spiąłem ładną klamrą – rozpocząłem go i zakończyłem Jackiem Reacherem, niestrudzenie wędrującym przez stepy, miasta i pustynie Ameryki. Cóż, Reacher to kategoria sama w sobie:)

Echo w płomieniach - Lee Child 

Podsumowanie roku 2015 - część 1

Wszystkie zaległości w recenzjach książek przeczytanych w poprzednim roku nadrobione, mogę więc teraz na spokojnie podsumować rok 2015 od strony czytelniczej.

 

W 2015 roku przeczytałem 24 książki. Dla jednych to tyle, co przeczytają w dwa miesiące, niemniej dla mnie to i tak postęp w porównaniu do roku poprzedniego. Ale dzięki temu przynajmniej mogę tu w skrócie przytoczyć je wszystkie po kolei – choć po krótkim namyśle postanowiłem podzielić to zestawienie na dwie części. Zapraszam więc na podróż ekspresem przez pierwszą część 2015 roku.

 

STYCZEŃ

 

Podejrzany - Lee Child

Podejrzany, Lee Child

Czytałem: 13 dni

Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

 

Jak już ostatnio wspominałem, do tej odsłony przygód Jacka Reachera zabrałem się zaraz po przeczytaniu poprzedniej - i to był błąd. Uwielbiam Reachera, ale jego nadmiar jednak szkodzi.

 

 

Wybawiciel, Jo Nesbo

Czytałem: 16 dni

Ocena: ★★★★★★★★☆☆

 

Od czasu Czerwonego gardła kolejne tomy przygód Harry'ego Hole nie schodzą poniżej wysokiego poziomu i tak jest też w tym przypadku. Plus ciekawy opis funkcjonowania Armii Zbawienia w Norwegii.

Wybawiciel - Jo Nesbø 

 

 

LUTY

 

Vertical - Rafał Kosik 

Vertical, Rafał Kosik

Czytałem: 7 dni

Ocena: ★★★★★★★★★☆

 

Pierwsze duże zaskoczenie w tym roku, i to bardzo pozytywne! Skąd ten człowiek bierze tyle pomysłów, w dodatku tak oryginalnych?! Niesamowita lektura.

 

 

Godzina zero, Agata Christie

Czytałem: 8 dni

Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

 

Od 2014 powoli naprawiam zaległości w kryminałach Agaty Christie. Ten był OK, ale w pamięć mi się nie wrył – dziś już nie pamiętam nawet, o czym opowiadał.

Godzina Zero - Agatha Christie 

 

 

Bal absolwentów - Ruth Newman 

Bal absolwentów, Ruth Newman

Czytałem: 9 dni

Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

 

Czytało się dobrze, ale w sumie nic tu nie wychodziło poza standard. Zakończenie miało porządnie zaskoczyć i może nawet tak było, lecz przeprowadzone to zostało w dość sztampowy sposób.

 

 

MARZEC

 

Szczęśliwa ziemia, Łukasz Orbitowski

Czytałem: 9 dni

Ocena: ★★★★★★★★☆☆

 

To po prostu opowieść o nieszczęśliwych ludziach, choć wzbogacona o wątek fantastyczny. Pierwsze moje spotkanie z Orbitowskim i jego styl od razu przypadł mi do gustu. Warto!

Szczęśliwa ziemia - Łukasz Orbitowski 

 

 

Kurtyna - Agatha Christie 
 

Kurtyna, Agata Christie

Czytałem: 8 dni

Ocena: ★★★★★★☆☆☆☆

 

Jak na razie najsłabsza powieść Christie, z tych, które dotąd przeczytałem. Jakoś przeoczyłem fakt, że jest o ostatnim śledztwie Herkulesa Poirot, inaczej zostawiłbym ją sobie na później.

 

 

Steelheart, Brandon Sanderson

Czytałem: 8 dni

Ocena: ★★★★★★★★☆☆

 

Postanowiłem (na jakiejś krótszej powieści) sprawdzić, co to za gość, ten Sanderson, którego nazwisko coraz częściej słyszałem poprzedzane lawiną "achów" i "ochów". Padło na "Steelheart" w oryginalnym języku. No i... tak się zaczęła wielka przygoda. Ach, och, Sanderson!

Steelheart - Brandon Sanderson   
 

 

 

Gra Endera - Orson Scott Card 

Gra Endera, Orson Scott Card

Czytałem: 18 dni

Ocena: ★★★★★★★★☆☆

 

Nadrabiania zaległości z klasyki ciąg dalszy. Zaiste, dobra książka, tak jak mówili. Byłaby jeszcze lepsza, gdybym nie oglądał filmu wcześniej. Podobają mi się stawiane w niej pytania. Odpowiedzi już nie wszystkie.

 

 

KWIECIEŃ

 

Chemia śmierci, Simon Beckett

Czytałem: 7 dni

Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

 

Miałem nadzieję się wkręcić w nową serię kryminalną z antropologiem sądowym Davidem Hunterem, ale pierwsza część nie wystarczyła na zachętę. I znowu, czytało się bardzo dobrze, ale czegoś mi zabrakło. Może jeszcze kiedyś dam mu szansę.

Chemia śmierci - Simon Beckett 

 

 

Madika z Czerwcowego Wzgórza - Astrid Lindgren 

Madika z Czerwcowego Wzgórza, Astrid Lindgren

Czytałem: wiele wieczorów

Ocena: brak

 

To z kolei lektura, którą czytałem dzieciom wieczorami:) Nie czytałem jej wcześniej, więc dołączam do swojego podsumowania, jednak oceniać nie będę – wspomnę tylko, że dzieci płakały, jak się skończyła...

 

 

Elantris, Brandon Sanderson

Czytałem: 21 dni

Ocena: ★★★★★★★★☆☆

Recenzja: Jak Brandon szlifuje swe Aony

 

Po odkryciu Sandersona, postanowiłem zabrać się za jego powieści chronologicznie, w kolejności wydawania. Pierwsza powieść autora to genialny koncept, aczkolwiek wykonanie pozostawia jeszcze trochę do życzenia.

Ach, no i w tym momencie zaczęła się moja przygoda z Booklikes:)

Elantris - Aleksandra Jagiełowicz,Brandon Sanderson 

 

Ciąg dalszy nastąpi...

Trylogia Wieków

Z mgły zrodzony - Brandon Sanderson, Aleksandra Jagiełowicz Studnia wstąpienia - Brandon Sanderson, Anna Studniarek Bohater wieków  - Brandon Sanderson, Anna Studniarek

Ofiarą wciągających cykli książkowych są właśnie recenzje - przeczytasz pierwszy tom i tak cię ciągnie do drugiego, że nie marnujesz czasu na przelewanie na papier swych przemyśleń. Po ukończeniu zaś jesteś pod tak dużym wrażeniem, że jakiekolwiek słowa wydają się zbyt błahe. Tak było właśnie z tą trylogią, stąd z dużym opóźnieniem zdecydowałem się napisać coś na temat wszystkich trzech tomów naraz. Ale spokojnie, będzie bez spojlerów.

 

Trylogia „Z mgły zrodzony” należy do tych pozycji, które, mimo iż (zwłaszcza z perspektywy czasu) można się przyczepić wielu rzeczy, dają niewiarygodną frajdę z czytania. Piszę to, by uniknąć nieporozumień – moja gwiazdkowa ocena zawsze jest wyłącznie miernikiem przyjemności, którą dało mi czytanie, nawet jeśli czasem rozum/rozsądek/obiektywizm podpowiada, by ocenę obniżyć.Wyjaśniwszy to, mogę zacząć się czepiać.

 

To, co mnie irytowało, to jednak zbyt częste powtarzanie się. Bo ile razy możemy czytać, że bohater o coś/kogoś się martwi. Albo jeszcze gorzej, gdy rozpatruje jakąś sprawę ze wszystkich stron: „Właściwie chyba dobrze, że zrobiłem tak, ale z drugiej strony... No ale...” itd. itp. Nie bardzo rozumiem, po co tworzyć opasłe tomiszcza, kiedy można spokojnie pozbyć się wielu takich fragmentów, co by z pewnością pozytywnie odbiło się na dynamice opowieści. I wcale nie chodzi mi o to, by było więcej akcji kosztem pogłębiania postaci. Po prostu uważam, że powtarzanie się wcale postaci nie pogłębia, nie wnosi nic nowego.

 

Teraz o tym, co było fajne. Po pierwsze i najważniejsze, konsekwencja. Widać wyraźnie, iż autor rozplanował całą trylogię już przed rozpoczęciem pierwszego tomu. Naprawdę, wiele frajdy sprawia odkrywanie, jak drobne szczegóły z pierwszej części, mają ogromny wpływ na rozwój wydarzeń w trzeciej. Zwłaszcza finał, gdy rozsiane po całej fabule kawałeczki układają się w jeden obraz, będący jedynym możliwym rozwiązaniem, jest po prostu piękny. Takie momenty przypominają mi, dlaczego właściwie lubię czytać.

 

Muszę też wspomnieć – choć u Sandersona to przecież oczywiste – o świecie przedstawionym na kartach tych powieści. Atmosfera pokrytej mgłą ziemi, popiół sypiący się z nieba niczym jesienne liście – to były rzeczy, które jako pierwsze przykuły mnie do lektury. A same reguły Allomancji i Feruchemii dały pretekst do stworzenia tak dobrych scen akcji, że czytając to miałem wręcz przed oczami ujęcia jak z hollywoodzkiego filmu.

 

Dobrze się to czytało. A do świata jeszcze wrócę – następny w kolejce „Stop prawa”.

Reacher + Texas = płomienie

Echo w płomieniach - Lee Child

Przekonuję się, że umiejętne dawkowanie Jacka Reachera gwarantuje zadowolenie z lektury. Jakiś czas temu przeczytałem pod rząd dwie kolejne części tego serialu o superbohaterze naszych czasów i miałem potem dosyć na bardzo długi czas. No cóż, nie oszukujmy się, formuła kolejnych tomów jest właściwie ciągle taka sama, tylko sceneria się zmienia.

 

Muszę się jednak przyznać, że mam nieuleczalną słabość do bohaterów samotnie wymierzających sprawiedliwość wbrew wszelkim przeciwnościom, liczebności przeciwników i zasadom zdrowego rozsądku. Wróciłem więc do Jacka Reachera i nieraz jeszcze będę wracał.

 

„Echo w płomieniach” nie zawodzi – Reacher znowu wykazuje się mieszanką bezwzględności wobec osób, które nadepnęły mu na odcisk z chęcią niesienia bezinteresownej pomocy osobom tłamszonym przez los, system i bezlitosnych obywateli. Doprawdy, to chyba jedyny tego typu bohater, który mimo, że jest przedstawiony bez dystansu, to da się o nim czytać.

 

Co więcej, tym razem nawet dałem się nabrać na zmyłki autora i zakończenie sprawiło mi parę niespodzianek. W poprzednich częściach zdarzały się przewidywalne rozwiązania, czasami też akcja/napięcie oklapło zbyt szybko. Tu nie. W moim odczuciu, oczywiście.

 

Przeczytałem, nasyciłem swój głód, Reacher odjechał w stronę zachodzącego słońca, ale w swoim czasie jeszcze wróci do mojej domowej biblioteki.

Time Walker

Timebound - Rysa Walker Time's Edge (The Chronos Files Book 2) - Rysa Walker

Zabawy z czasoprzestrzenią zawsze odkąd pamiętam były dla mnie atrakcyjnym tematem powieści i filmów, Sięgnąłem więc po popularną na Amazonie serię Rysy Walker, nie oczekując jakichś wielkich fajerwerków. Na wszelki wypadek, aby uczynić czytanie bardziej pożytecznym, zabrałem się za lekturę w oryginalnym języku.

 

I co? Nie zawiodłem się. Po przeczytaniu dwóch części trylogii, „Timebound” i „Time's Edge”, doceniłem styl pisarki, która fajnie sobie radzi z dialogami, które czasem iskrzą humorem, czasem autoironią, a czasem spływają emocjami. W sumie – dialogi sprawiają, że postacie w tych powieściach żyją.

 

Nienajgorzej też autorka wplata w fabułę wątki na temat sytuacji kobiet i rozwoju ich praw w amerykańskim społeczeństwie od końca dziewiętnastego wieku. W drugiej części niestety trochę ustępuje to miejsca na rzecz wątku rasizmu, który opisany jest już dużo bardziej sztampowo.

 

Co do samych podróży w czasie, nie jestem z tych, którzy analizują każdy fragment fabuły, badając, czy jest on zgodny z logiką, wolę dać się porwać akcji i klimatowi. Niemniej jednak w moim odczuciu wszystko mniej więcej pasuje do siebie, autorka raczej trzyma się konsekwentnie narzuconych przez samą siebie zasad.

 

Trzecia część przede mną, no, nie powiem, ciekaw jestem, jak się to wszystko skończy, zwłaszcza, że atmosfera się trochę zagęszcza...

 

Na koniec mała dygresja – wszystkim, którzy chcą poćwiczyć swój angielski, polecam czytanie w tym języku książek z „gatunku” YA! Nawet nie tyle dlatego, że niby twórcy młodzieżówek używają prostego języka – to nie musi być prawdą. Główną zaletą jest za to częste w tych pozycjach szybkie tempo akcji, które sprawia, że zamiast utknąć na mozolnym tłumaczeniu dłuższych opisów czy zwrotów, dajemy się porwać prądowi wydarzeń. Taka lekka lektura w połączeniu z obcym językiem jest zdecydowanie bardziej strawna.

To w końcu siał, czy zapobiegał?

Siewca Wojny - Brandon Sanderson

To dopiero zaskoczenie - chyba najmniej znana powieść Brandona Sandersona okazała się najlepszą z tych jego książek, które do tej pory czytałem! (A staram się czytać chronologicznie, według dat wydania)

 

Nie da się nie zauważyc, że warsztat pisarza powoli się poprawia, coraz mniej na przykład zauważam powtórzeń, które wcześniej co rusz rozwlekały fabułę, zwłaszcza w trylogii "Z mgły zrodzonego". Zwroty akcji, (a zwłaszcza jeden, który wiele rzeczy wywraca do góry nogami), są rzeczywiście niespodziewane i co więcej, nie kłócą się z logiką.

 

Jest tu też w końcu parę postaci, które naprawdę potrafią zaintrygować. Vasher, pojawiający się już na początku, potem przez pół powieści ledwo widoczny, by w końcu stać się jedną z kluczowych postaci. Dar Pieśni, bóg niewierzący w swą boskość, może trochę przekombinowany w swoich dialogach, ale mimo to bardzo interesujący.  I w końcu miecz Vashera, obdarzony świadomością Szpon Nocy - niesamowita postać!

 

Czy wspominałem już o ciekawym systemie magii? No tak, właściwie nie muszę tego robić, przecież to Sanderson.

 

Konstrukcja tej powieści trochę przypomina mi książki o Harrym Potterze - najpierw śledzimy wydarzenia, których sensu do końca nie rozumiemy, albo rozumiemy opacznie, a potem nagle bum! - i w jednej chwili wiemy, że rozpoczynają się finałowe wydarzenia, od których ciężko się oderwać i które składają w jedną całość tę misterną układankę.

 

Na koniec dwie rzeczy. Po pierwsze, tytuł chyba przeznaczony jest nie za dobrze, wydaje mi się, że jego znaczenie powinno być dokładnie odwrotne (co trochę dziwi, bo w sumie polskie tłumaczenie książki oceniam bardzo dobrze). Po drugie, nie zwracajcie uwagi na okładkę, która sugeruje, że bierzecie do ręki niezbyt wysokich lotów opowiastkę o wampirach. Oskar w kategorii "najbardziej zniechęcająca okładka". Szczęście, że nie dałem się zniechęcić.

Ludzie! Oszalałem!

Pielgrzym - Terry Hayes

Muszę Wam coś wyznać ze wstydem. Dawno się tak dobrze nie bawiłem jak przy czytaniu tego thrillera! Sam nie mogę w to uwierzyć. Bo przecież długo mógłbym wymieniać słabości tej książki, z których największa to ta wyzierająca z co drugiej strony amerykańska w swojej amerykańskości amerykańskość. No i te przypadkowe olśnienia głównego bohatera, nachodzące go często w ostatniej chwili. I ten jego kryształowy charakter, niby przypadkiem wychodzący na wierzch, niby wbrew przeżywanym zwątpieniom. I jeszcze ten klimat jak z hollywoodzkiego filmu ze wszystkimi jego uproszczeniami. I te dialogi przeplatane nieodłącznym kozackim humorem. Właśnie, a czy wspominałem już o tej nachalnej amerykańskości?

 

Jakie to ma jednak znaczenie wobec faktu, że czytanie "Pielgrzyma" dawało mi wielką frajdę. Chłonąłem tę amerykańskość. Z radością przyjmowałem olśnienia bohatera. Jego kryształowy charakter, potęgowany przez przeżywane zwątpienia sprawił, że kibicowałem mu niemal od początku. Klimat jak z hollywoodzkiego filmu malował przed moimi oczami efektowne sceny. Śmiałem się z dialogów przeplatanych kozackim humorem. Słowem, jakieś nieznane mi brudne sztuczki Terry'ego Hayesa sprawiły, że wszystkie wady jego powieści cichaczem przeobraziły się w zalety.

 

Przeczytajcie. Zobaczycie.

Raczej zwykły kapuśniaczek

Jedwabnik - Robert Galbraith, Anna Gralak

Muszę przyznać, że rozczarowała mnie trochę ta książka. Kiedy do niej zasiadałem - a celowo zrobiłem to w jednym z wakacyjnych miesięcy - pomyślałem sobie, że kto jak kto, ale sam(a) Galbraith poniżej pewnego poziomu nigdy nie schodzi.

 

Otóż tym razem zszedł. Minimalnie, bo minimalnie, ale spodziewałem się raczej odchyleń w drugą stronę. Do samej zagadki kryminalnej specjalnie przyczepić się nie da, tutaj akcenty są rozłożone prawidłowo, a stopniowo podsuwane nam tropy powoli odkrywają jej szczegóły, nie dając się jednak domyśleć zakończenia. 

 

Jednak sposób, w jaki prowadzona jest fabuła, w moim odczuciu pozostawiał wiele do życzenia. Coś tam się niby dzieje, poszczególni podejrzani zdradzają nam - mniej lub bardziej chętnie - swoje brudne sekrety, lecz mimo to czułem się jakby obok, nie dając się wciągnąć wirowi wydarzeń. 

 

Tak samo główny bohater, Cormoran Strike, nie dał się jakoś bardziej polubić czy też znienawidzić - po prostu jego charakter i zachowanie nie budzi specjalnych emocji. A tego wymagam od bohatera cyklu książkowego.

 

Na podobnym poziomie rozwija się relacja Cormorana ze swoją "Watsonką", Robin,  wydaje się zbyt płaska, pomijając już fakt, że żadnego aspektu tej relacji nie musimy się domyślać, wszystko jest zawsze dokładnie dopowiedziane. To chyba jeszcze zaszłość ze starych dobrych czasów tworzenia powieści dla młodszych odbiorców (swoją drogą czy to naprawdę możliwe, że od premiery pierwszego "Harry'ego Pottera" minęło już 18 lat?!).

 

Podsumowując, do jedwabnika tej książce daleko. To raczej zwykły motyl kapuśniaczek. Co nie zmienia faktu, że po następny tom sięgnę. Liczę na odbicie po tym małym potknięciu.

Wszycy jesteśmy s...synami?

Syn - Jo Nesbo

Nie mam wiele do napisania o tej książce.Przesadą jest - jak przeczytałem w paru miejscach - nazywać ją moralitetem. Już bardziej określiłbym to "anty-moralitetem", gdyż próbuje nas przekonać, że wszyscy mamy coś na sumieniu. Ale jeszcze bardziej skłaniam się ku teorii, że po prostu w ten sposób łatwiej było autorowi zawiązać i poprowadzić intrygę.

 

Wszystko razem trzyma - moim zdaniem - nesbowski poziom. Niektórych rozwiązań fabularnych można się było domyślić, innych nie. Postać syna naprawdę ciekawa. Czyta się to całkiem nieźle. I tyle. Mocne 3.5 gwiazdki.

Będzie tak, bo ja tak mówię

Mówca umarłych - Orson Scott Card

Mam problem z tym, jak ostatecznie ocenić tę książkę.

 

W poprzednim wpisie, który wysmażyłem jeszcze w trakcie czytania, nie mogłem się jej nachwalić. Akcja pięknie się rozwijała, niepokojące pytania narastały, ludzie ginęli, napięcie rosło... I co?

 

Później nastąpiło coś, co moim zdaniem jest największym chyba problemem tej książki. Przedwczesny finał. Dowiedzieliśmy się już praktycznie wszystkiego, napięcie spadło i zostało nam tylko śledzenie przewidzianych wydarzeń.

 

Druga sprawa, której muszę się przyczepić, to syndrom czegoś, co nazwałbym  "autor/bohater, wie zawsze najlepiej". Jak już pisałem, w trakcie czytania narastały przerózne pytania dotyczące etyki i natury ludzkiej. Jednak w pewnym momencie autor wkłada w usta bohatera gotowe odpowiedzi na te pytania, które oczywiście muszą się potem sprawdzić. Chyba wolałbym jednak, żeby chociaż niektóre z nich pozostały otwarte, zwłaszcza że wizja autora nie zawsze wydaje mi się prawdopodobna.

 

Nie ma co jednak przesadzać. To, że po tak istotnych zastrzeżeniach nadal jestem skłonny przyznać tej książce cztery gwiazdki świadczy tylko, że jest to naprawdę kawał dobrej literatury. Pozwala się zastanowić, kim my - ludzie - naprawdę jesteśmy i jak powinniśmy się odnosić do innych, kimkolwiek ci "inni" są. Warto przeczytać, oj warto.