5 Obserwatorzy
33 Obserwuję
faceofbook

Face of Book

Lubię książki jak koń owies.

Teraz czytam

Słowa światłości
Brandon Sanderson, Anna Studniarek
Przeczytane:: 18 %
Pan Samochodzik i Fantomas (Pan Samochodzik #7)
Zbigniew Nienacki
Przeczytane:: 205/360 stron

Stop fantastyki z industrializmem

The Alloy of Law - Brandon Sanderson

Zapowiada się na to, że bieżący rok będzie u mnie sponsorowany przez pana Sandersona. „Siewca wojny” za mną, „Firefight” czeka następny w kolejce, a teraz „The Alloy of Law”, czyli w polskim tłumaczeniu „Stop prawa”.

 

Spodziewałem się po tej książce raczej miałkiej lektury. Sam autor twierdzi, że napisał ją dla złapania oddechu po wyczerpującej pracy nad kolejnymi tomiszczami Koła Czasu i Burzowego Światła. Nie oczekiwałem więc skomplikowanej fabuły i zaskakujących zwrotów akcji, a raczej humoru i zabawy konwencją. A co zastałem?

 

Cóż, jeśli Sanderson potrafi tworzyć na poczekaniu takie historie, to pozostaje mi tylko pokłonić się z respektem. Dla mnie osobiście była to, zaskakująco, jedna z najlepiej „czytających się” książek tego autora. Mam takie wrażenie, że jego styl nawet bardziej pasuje do historii rozgrywających się w realiach bliższych współczesności niż te odpowiadające naszemu średniowieczu. Tu akcja dzieje się w okresie rewolucji przemysłowej, z jednej strony wciąż istnieją duże, arystokratyczne rody, z drugiej tworzą się nowe robotnicze klasy społeczne – a co za tym idzie, nowe potencjalne konflikty.

 

Jednocześnie pamiętajmy, że to wszystko rozgrywa się w świecie, który znamy z trylogii „Z Mgły Zrodzonego”, co prawda nie ma już potężnych Zrodzonych z Mgły, ale ciągle istnieją allomanci, którzy w dodatku, gdzie się nie obejrzą, tam mają metalu w bród. Fajny punkt wyjścia do nowej, świeżej historii. Ale to faktycznie dopiero punkt wyjścia, bo zaraz okazuje się, że przez te kilkaset lat ludzie nie próżnowali i odkryli efekty działiiania nowych metali, między innymi czegoś w rodzaju „bańki czasowej”, wewnątrz której czas płynie wielokrotnie wolniej niż w rzeczywistości. Dodajcie do tego metalową broń palną z metalowymi nabojami i już pewnie widzicie ogrom możliwości, jakie stają przed ludźmi umiejącymi te metale przyciągać lub odpychać...

 

Nie chcę się rozpisywać na temat fabuły, ale jedno, co mogę powiedzieć, to że na pewno nie sprawia wrażenia tworzonej na kolanie. Czuć fantazję, czuć płynność akcji, czuć wreszcie radość tworzenia. W dodatku zakończenie sugeruje, że w następnych tomach może być jeszcze ciekawiej. Czego Wam i sobie życzę.