5 Obserwatorzy
33 Obserwuję
faceofbook

Face of Book

Lubię książki jak koń owies.

Teraz czytam

Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął
Jonas Jonasson, Joanna Myszkowska-Mangold
Przeczytane:: 14 %

Wciągało? To za mało

Żniwa zła - Robert Galbraith, Anna Gralak

Moje odczucia co do tej książki zmieniały się chyba kilka razy w czasie jej czytania. Najpierw brakowało mi jakiegoś mocnego rozpoczęcia, które wciągnęłoby mnie w dalsze czytanie. No, ale dobra, to żaden zarzut, zdarza się tak z wieloma książkami, z których część potrafi potem pozytywnie zaskoczyć. Czytałem więc dalej i rzeczywiście, całe to śledztwo nawet mnie wciągnęło. To już duży postęp w stosunku do poprzedniej części, "Jedwabnika", gdzie właśnie powolny progres dochodzenia do prawdy w końcu mnie zamęczył.

 

Dla mnie jednak czytanie kryminału jest trochę jak zawieranie umowy z autorem. Ja będę brnął razem z bohaterami w powolne, pełne ślepych uliczek i niezauważalnych tropów dociekanie prawdy. W zamian jednak zostanę uraczony finałem, który z nawiązką wynagrodzi mi te trudy. Tutaj finał trwał – ile? – może z kilkanaście stron. Najpierw dowiedziałem się, że Strike już wie, kto jest mordercą, potem musiałem poczekać, aż zastawi na niego pułapkę, szast, prast i koniec. Nie dane mi było zbyt długo podelektować się sprytnym skądinąd (choć troszkę przeze mnie przewidzianym, a raczej "podejrzewanym") rozwiązaniem fabularnym.

 

Z ciekawości przejrzałem recenzje innych czytelników. Często powtarza się w nich określanie uczuciowo-emocjonalnych perypetii głównych bohaterów "operą mydlaną". I niestety, pomimo pewnej sympatii do tych postaci, muszę się z tym zgodzić. Nie należę wcale do tych, którzy w kryminale akceptują jedynie historię kryminalną i na wszelkie próby wprowadzenia pobocznych wątków skupiających się na prywatnym życiu bohaterów reagują odruchami wymiotnymi. Ba, wręcz oczekuję, że między parą bohaterów w końcu coś zaiskrzy. Jednak taki wątek trzeba umieć prowadzić, a w "Żniwach zła" jest on poprowadzony tak sztampowo, że aż przecierałem oczy ze zdumienia, czy nie trafiłem na plan jakiegoś odcinka telenoweli. Ostatnie zaś zdania powieści chyba mocno przyczyniły się do obniżenia mojej oceny.

 

Oczywiście, znowu za dużo się czepiam, książka nie była tak zła, jak może się wydawać z tej recenzji. Jednak tak to bywa z książkami ze "środka tabeli", że czasem skupiam się na ich pozytywnych aspektach, a czasem wręcz przeciwnie. Autorka wspomniała gdzieś, że książki o Cormoranie pisze głównie dla własnej frajdy. I to właśnie widać. Żałuję tylko, że jej frajda coraz mniej pokrywa się z moją.