5 Obserwatorzy
33 Obserwuję
faceofbook

Face of Book

Lubię książki jak koń owies.

Śmierć rodzi śmierć, która rodzi śmierć, która rodzi śmierć

Red Rising. Tom 2. Złoty Syn - Pierce Brown, Małgorzata Koczańska

To takie niesprawiedliwe wobec innych książek, które przeczytałem. Nie mogę tego wytłumaczyć. Nie potrafię tego usprawiedliwić. Ale tak jak dla pierwszej części, tej znowu muszę dać maksymalną ocenę.

 

Tak jak w pierwszej części trudno było mi z początku wgryźć się w lekturę (o śmierci żony wiedziałem już wcześniej, a proces przemiany w Złotego był dla mnie trochę nużący), tak tutaj prawie od razu poczułem się przykuty do książki. Głównie dlatego, że historia dotąd zwycięskiego, niepokonanego i nieomylnego Darrowa zaczyna się tu od druzgoczącej porażki. Darrow traci wszystko: flotę, którą dowodził w Akademii, protekcję najpotężniejszej osoby na Marsie, a nawet poważanie i reputację. Zmusza go to do wejścia w sojusz z największym przeciwnikiem z czasów "nauki" w Instytucie. Doskonałe zawiązanie akcji tej, nienajkrótszej w końcu, książki.

 

A to tylko początek, bo w tej powieści dzieje się bardzo dużo. I nie jest to puste hasło reklamowe, tak chętnie wypisywane na okładkach książek. Tutaj naprawdę jedno wydarzenie goni drugie, ledwo zdążamy ochłonąć po zaskakującym zwrocie akcji, a już bohater znajduje się w kolejnych tarapatach.

 

Jedna z rzeczy, za które muszę pochwalić autora, to niesamowita zdolność do prowadzenia postaci drugoplanowych tak, że mimo, że jest ich mnóstwo i ich imiona są równie egzotyczne, w ogóle nie mylą mi się w głowie. Chociaż nie wiem, czy to potrzebne, bo w tym świecie trup ściele się gęsto, więc i tak większość z nich nie dotrwa do finału...

 

Imponująca jest także liczba upchanych w książce "złotych myśli", czyli zdań, które w skondensowanej i błyskotliwej formie potrafią przekazać mocną treść. Czyli idealnie nadają się na cytaty. Jednym z nich jest zresztą tytuł niniejszej recenzji. Do takich rozwiązań podchodzę trochę z przymrużeniem oka, ale muszę przyznać, że mają one wpływ na klimat.

 

No właśnie, klimat. Rozszerzenie miejsca akcji – i to radykalne, bo z zamkniętego Instytutu w pierwszej części, aż do sporej części Układu Słonecznego – zupełnie nie wpłynęło na nastrój opowieści. Czułem, że to ciągle ten sam Darrow Andromedus, mający ten sam cel, mierzący się wciąż z podobnymi przeszkodami, tyle że jakby na kolejnym etapie. Opowieść nadal stanowi tę niesamowitą mieszankę smutku, brutalności i pesymizmu z wiarą w dobro ukryte głęboko w drugim człowieku. I choć potęguje się wrażenie wszechogarniającego zła, to wciąż mamy nadzieję, że uda się z tego wykrzesać iskrę, która zmieni świat na lepsze.

 

Koniecznie muszę wiedzieć, jak to wszystko się skończy.