6 Obserwatorzy
32 Obserwuję
faceofbook

Face of Book

Lubię książki jak koń owies.

Będę dalej biorcą

Dawca Przysięgi tom I - Brandon Sanderson Dawca Przysięgi tom II - Brandon Sanderson

Mamy to! Trzecia część opus magnum Brandona Sandersona, ale też pierwsza, na którą musiałem czekać, jako że dwie pierwsze miałem już na tacy w momencie, kiedy wchodziłem w świat Burzowego Światła.

 

Czy w ogóle muszę mówić, że Sanderson znowu dał radę? Wyraźnie widać, że Archiwum Burzowego Światła to jego oczko w głowie, w dodatku jest to jeden z nielicznych pisarzy, którzy nie kłamią mówiąc "mam to wszystko zaplanowane". Nie wierzę więc, żeby pozwolił sobie kiedyś na wyraźny spadek poziomu w tej serii. Żeby jednak nie było wątpliwości, powiem to – dał radę!

 

Tradycyjne w każdym tomie retrospekcje, w "Dawcy Przysięgi" skupiły się na samym Dalinarze. Wiedzieliśmy już wprawdzie wcześniej, że w przeszłości nie był tak nobliwą i pomnikową postacią, jak teraz, ale to, co zaserwowały nam retrospekcje, pokazuje ogromny wręcz rozdźwięk. Z drugiej strony, bardzo wyraźnie ukazały, jak przebiegała i czym była spowodowana transformacja Dalinara. Dodatkowo oczywiście wyjaśniły długo już trawiące mnie zagadki związane z jego żoną. Jak zwykle autor zrobił to w przewrotny sposób, sprytnie przebijając teorie czytelników. Tu muszę też wspomnieć o niezwykle intrygującej postaci, którą jest Pielęgnacja. Dotychczas zaledwie wspominana, ukrywająca się przed Odium gdzieś w świecie Rosharu, w końcu (prawdopodobnie) ukazała się nam, co tylko jeszcze bardziej zaostrzyło moją ciekawość na jej temat.

 

Ekipa z mostu czwartego zdaje się odgrywać coraz większą rolę w całej historii. Jest w "Dawcy Przysięgi" nawet kilka rozdziałów, z których każdy poświęcony jest innemu członkowi tej jednostki. To fajne, bo dzięki temu w końcu zacząłem lepiej ich odróżniać (wiem, wiem, to wcale nie jest takie trudne, ale ja mam słabą pamięć do ludzi, przyznaję). Każdy z nich ma swoją historię, która go ukształtowała i każdy się rozwija, choć nie zawsze w tę stronę, w którą byśmy chcieli... Tu zwłaszcza jeden z nich się wyróżnia... ale o tym musicie ze zgrzytaniem zębami przeczytać sami...

 

Muszę jeszcze wspomnieć o Pustkowcach. Jeśli czytaliście poprzednie części, zauważyliście może, jak z tomu na tom nasze spojrzenie na nich zmienia się diametralnie. Najpierw z bohaterów mglistych mityczno-religijnych opowieści przerodzili się w zupełnie realne, znajdujące się tuż obok potencjalne zagrożenie. Potem okazali się ludem zmagającym się ze swoimi własnymi problemami i demonami. "Dawca Przysięgi" kontynuuje ten ciąg niespodzianek, na nowo przewracając wszystko do góry nogami. A właściwie dodając do obrazu jakby kolejny wymiar, który sprawia, że widzimy coraz więcej, nie negując tego, co zobaczyliśmy do tej pory.

 

Siłą "Archiwum Burzowego Światła" jest także umiejętne i dość dogłębne poruszanie – nazwijmy to – "ważnych tematów". W "Dawcy Przysięgi" wybrzmiało to – przynajmniej dla mnie – szczególnie mocno. Sposób, w jaki Sanderson przedstawił różne rodzaje uzależnienia, ale także mniej nośnych a równie ważnych tematów jak zaakceptowanie własnych słabości, sprawia, że w końcu zaczynam rozumieć, dlaczego te książki, bądź co bądź fantastyczne, potrafią być dla niektórych ludzi tak ważne.

 

Jedyne, co odstawało od poprzednich części cyklu i co sprawiło, że odejmuję pół gwiazdki, to wrażenie pewnego rozbicia tej powieści. Bardzo wyraźnie odczuwa się w niej podział na kilka różnych części, z których każda, choć ciekawa i wciągająca, jest odrobinę inna w charakterze i klimacie. Sprawia to, że nie mam już aż takiego wrażenia "płynięcia" przez historię, jak wcześniej. Ale tak to chyba jest jak się planuję ogromną fabułę, a potem trzeba ją jakoś podzielić na te kilka – i tak już opasłych – tomów.

 

Właściwie to jest jeszcze jedna rzecz, której mogę się przyczepić. Otóż nie spodobało mi się długo oczekiwane wyjaśnienie zagadki, dlaczego Świetliści złamali swoje przysięgi. OK, rozumiem, że niektórych mogło to złamać – ale wszystkich? Wszystkich?! Niezbyt mnie to przekonuje. Jednak fakt, że jest to trochę naciągane, daje mi jeszcze jakąś nadzieję, że autor mydli nam oczy, a prawdziwe wyjaśnienie jest zupełnie inne lub nie wiemy jeszcze wszystkiego. Nieraz przecież pan Sanderson takie niespodzianki nam fundował.

 

Każdemu jeszcze niezdecydowanemu polecam zainwestowanie w Archiwum Burzowego Światła. Tylko pamiętajcie, to jest inwestycja długoterminowa – cykl jest planowany na dwie pięciotomowe serie, z których pojawiły się do tej pory trzy części, a czwarta jest aktualnie napisana w – spójrzmy – 75%. Ale czekanie na kolejną część też jest ciekawe, bo materiału do zgłebiania, analizy i wyszukiwania smaczków mamy coraz więcej.