6 Obserwatorzy
32 Obserwuję
faceofbook

Face of Book

Lubię książki jak koń owies.

Teraz czytam

Inkwizytor
Michał Śmielak
Przeczytane:: 5 %
The Adventures of Sherlock Holmes
Arthur Conan Doyle
Przeczytane:: 33 %

Długa droga Donikąd

Cytonic - Brandon Sanderson

Nie spodziewałem się, że jakakolwiek lektura Brandona Sandersona pozostawi mnie z tak ambiwalentnymi uczuciami.

 

Od czego zacząć? Autor ponownie (nie) zaskakuje nas nowym, bogatym, ciekawym światem, kompletnie innym od tego, co doświadczyliśmy w poprzednich częściach. Fantazja Sandersona, który łączy zupełnie od siebie odległe pomysły, tworząc z nich spójny świat, jest naprawdę godna podziwu.

 

Książkę czyta się bardzo dobrze, akcja gładko idzie do przodu, poznajemy nowych bohaterów, z których na największą uwagę zasługuje – wzorowany na bohaterów klasycznych przygodówek – Chet. Wydarzenia płynnie i sensownie następują po sobie, jest trochę pomniejszych zaskoczeń. Tylko...

 

No właśnie. Jeśli miałbym jednym sformułowaniem określić, co nie grało mi w tej książce, to powiedziałbym, że jest za lekka. Mimo że fabuła była dość istotna nie tylko dla losów Spensy, ale też dla całej ludzkości, to styl, w jakim została napisana robił wrażenie jakby stawka była zbyt niska. Zmagania bohaterów bardziej przypominały grę komputerową niż kwestie życia i śmierci, z którymi mierzyli się w dwóch poprzednich częściach cyklu. I zapewniam was, że to robi duużą różnicę w odbiorze.

 

Z pewnością nie można zaprzeczyć temu, że postacie się rozwijają i zmieniają. Spensa niewątpliwie potrzebowała przemiany, którą przechodzi w tej opowieści. Jednak największej metamorfozie ulega tu chyba nasz poczciwy M-Bot, któremu mocno kibicuję, choć będzie mi pewnie brakowało tej konfrontacji maszynowego postrzegania świata z ludzką emocjonalnością i niekonsekwencją.

 

Teraz, gdy się nad tym zastanawiam, chyba przeszkadza mi trochę, że każda kolejna odsłona cyklu jest tak inna od poprzedników, zarówno w stylu, jak i w świecie przedstawionym. Nie jestem zupełnie przeciwny zmianom "scenografii", ale mam wrażenie, że jakiś poziom spójności musi być zachowany, żebym mocniej czuł, że śledzę ciągle tę samą historię. Tutaj, moim zdaniem, ta granica została odrobinę przekroczona.

 

Podsumowując, "Cytonic" troszkę ostudził mój zapał w pochłanianiu tego cyklu i chęci dowiedzenia się, co będzie dalej. Nie jestem pewien, czy ta historia była godna pełnoprawnej powieści. Nie wiem, być może sprawdziłaby się lepiej jako mniejsza forma i wtedy byłbym bardziej zadowolony. Liczę jednak na to, że w kolejnej, finałowej cześci nastąpi odkupienie i znów poczuję tę iskrę, którą "Skyward/Do gwiazd" we mnie rozpalił.